• Wpisów:98
  • Średnio co: 18 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 23:17
  • Licznik odwiedzin:1 748 / 1877 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
damn you
 

 
Jest tak, jak być powinno. Konfundująca teraźniejszość. Jednak zawsze musi być jakieś "ale"... Coś za coś. Mój rosyjski świat zaczyna być dla mnie sprawą pierwszorzędną... Może to i lepiej
 

 
Oddech stał się lżejszy. Sen przynosi minimalne ukojenie. Słońce dodaje potęgi. Prawdą jest, że czasami sami siebie niszczymy. Niszczą nas nasze myśli, paranoiczne lęki i chory pesymizm. Czasami chciałabym mniej czuć. Chciałabym zatracić swoją miłość do pisania i tych beznadziejnych przemyśleń na wszelakie tematy. Ludzie, którzy mniej zastanawiają się nad sensem życia, są szczęśliwsi? Może niewiedza daje nam bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo myśli. Świętą prawdą jest, że im mniej wiesz, tym lepiej śpisz... Z drugiej zaś strony jeśli nie jesteśmy czegoś pewni, wyobrażamy sobie niewybitne obrazy tego, co może być, a nie jest. Wrażliwość i sentymentalne bzdury też potrafią niweczyć...



абсолютно!
 

 
Niezapomniana wyprawa z najlepszymi personami. Mimo tylu osób dookoła, nie widzieliśmy nikogo, prócz siebie. Za każdym razem patrząc w jego szaro-zielone oczy widziałam swoje odbicie. Widziałam blask, który wywoływał u mnie niekontrolowany uśmiech. Uwielbiałam te wszystkie chwile, gdy tylko we dwoje mogliśmy poddać się rutynie, która była najpiękniejszą rutyną świata. Momenty, gdy dotykał moich włosów, zatracając się w tej banalnej czynności. Wszystko przybierało malinowych barw. Dzięki jego luzackiemu stylu bycia, sama zarażałam się tym beztroskim podejściem do świata. Dlaczego to wszystko aż tak dokładnie widzę i czuję? Czuję jego dotyk na dłoni, choć to tylko urojenie. Widzę jego twarz, gdy zamykam oczy, chociaż nie widziałam go tak długo. Widzę jego uśmiech, gdy patrzę nieprzytomnie przed siebie, mimo, że to tylko marzenie. Czuję jego obecność nawet, gdy wiem, że może być teraz tysiące kilometrów ode mnie. Znów, jak dawniej zamykam się w swoim własnym świecie tylko po to, by móc być z nim w naszym idealnym świecie. Bez zawiści, nieporozumień i wrogości. Odgradzam się murem od rzeczywistości, żeby poczuć się lepiej. Znów czekam na zmierzch, żeby pojawił się ON. Ten ideał, który od lat doprowadzał moje serce do szaleństwa. Jeśli jest w tym coś złego, to mogę zrezygnować ze wszystkiego co mam, by pozostać w tym paranoicznie perfekcyjnym świecie z nim.
 

 
...Nie wiem, czy go kochałam. Jedno jest pewne... Był przy mnie zawsze. Zawsze, od dnia, gdy zwyczajny teatr zawładnął moją duszą i umysłem. Był w każdej chwili złej i dobrej. Podczas spacerów po plaży i bezsennych świtów. Znikał na moment, by powrócić i dać ukojenie memu sercu i zagmatwanym myślą. Czy to była prawdziwa miłość? A jeśli tak, to kiedy odeszła? Czy w ogóle odeszła? Do dziś każda noc przynosi tylko jedno pytanie - Czy pojawił się w moim życiu bez powodu? Jeśli to wszystko było przypadkiem, to nie jestem w stanie pojąć dlaczego nie wyleczyłam się do końca z toksycznych myśli zalewających mój umysł. Powraca. Powraca zawsze, gdy w moim sercu zaczyna się robić pustka. Powraca, by znów oczarować mnie swym uśmiechem, tajemniczym spojrzeniem. By znów dać mi odrobinę szczęścia podczas niebotycznych, wspólnych chwil, spacerów i niezapomnianych nocy.
 

 
"Szczęście jest emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne."

Wikipedia w dość klarowny sposób potrafi wyjaśnić samo pojęcie Szczęścia, ale gdzie szukać porad jak być szczęśliwym? Jak odnaleźć eudajmonię w sytuacji, w której odczuwamy, że brakuje nam tego. Z pozoru wszystko się układa, odnosimy sukces, mamy kochającą rodzinę, przyjaciela, na którego zawsze można liczyć, zdrowie... Czy to wystarczy? Czy potrzebujemy licznej ilości osób wokoło, by czuć się lepiej? Czy na każdym kroku potrzebujemy zapewnień o tym, że wszystko jest dobrze i, że jesteśmy komuś potrzebni? Być może to kwestia gustu. Ja tego potrzebuję. A zwłaszcza teraz. Niebywale błagam o odrobinę uwagi, by poczuć się lepiej. Potrzebuję tego, by mieć siłę na dalszą walkę, jak kiedyś. Upadki mniej bolą, gdy mamy kogoś blisko, ale też nasze sukcesy smakują lepiej, gdy mamy z kim dzielić to szczęście. Zaczynam dostrzegać swoje błędy, kiedy to narzekałam w chwilach, gdy było dobrze. Teraz jest beznadziejnie i nawet nie mogę nic z tym zrobić, aby to zmienić. Czekać, czekać, czekać ... Cale życie zawsze na coś muszę czekać. Jak długo jeszcze? Dzień, tydzień, miesiąc, rok? Prawda boli. Milczenie jeszcze bardziej. Niepewność i bezsilność paraliżuje mnie do tego stopnia, że czasami wolałabym zostać w świecie snu, w którym wszystko jest lepsze. Każde słowo koi rany, każdy gest jest wytchnieniem. Dlaczego dopiero w krytycznych sytuacjach zaczynamy doceniać to, co było dawniej? Proszę tylko o kilka słów, które objaśnią mi całą sytuację, naprowadzą mnie na drogę prawdy, jeśli jestem w błędzie i powstrzymają potok łez, który zalewa mnie od kilku tygodni...
 

 
Triumf. Nareszcie. Uniesienie? Zdecydowanie lepiej cieszą powodzenia, gdy mamy z kim dzielić tę radość... Kiedy jesteśmy odstawieni na dalszy tor, nawet spektakularny wyczyn nie przynosi ukojenia i szczęścia. Wewnętrzne rozdarcie między euforią spowodowaną "małym" osiągnięciem, a samotnością i poczuciem, że nawet moja agonia nie wzbudziłaby większego poruszenia.
 

 
"myślę o nim i kim był naprawdę,my nie zdążyliśmy się poznać, bo wybrał..."
 

 
"Nawet jeśli nie tu, znajdziemy się znów w tysiącach miejsc"
 

 
Nie boję się śmierci, bo od dawna jestem martwa. Każda część mej duszy boleśnie zginęła pod naciskiem słów i gestów. Każde ukłucie goryczy raniło do tego stopnia, że pod koniec nadeszło uodpornienie od przenikliwych ciosów. Cóż można czuć, będąc w paranoicznym punkcie...? Leżąc w studni, z której nie ma wyjścia, a wszelkie pomyje spływają bezpośrednio na głowę. Bez sił by wstać i sprzeciwić się przeszywającej rzeczywistości. Delikatne promienie światła rzucają bezsensowne półcienie, które zatrzymują się na posiniaczonych nogach i obolałych dłoniach. Wypłowiała sukienka, która niegdyś zachwycała swymi barwami, dziś jest obmierźle zniszczona i zaznaczona resztkami śladów po walkach i wielokrotnych upadkach. Więc dlaczego oddycham? Jakim cudem moje serce jeszcze bije, skoro ciało i dusza odmawiają jakichkolwiek funkcji życiowych?
 

 
Za wcześnie na oklaski. Mimo wszystko mój mały sukces rozrywa z radości mnie od wewnątrz i odczuwam niepohamowaną chęć upajania się tą nieziemską chwilą. Tyle razy już upadałam... Boże! Nie pozwól mi teraz zatrzymać się lub znów upaść by stracić to co udało mi się do tej pory osiągnąć... Może być pięknie. Potrzebuję tylko wiary w samą siebie i pewności, że droga którą wybiorę, będzie właściwa.
 

 
Ну это конец... Очень хорошо <3
  • awatar seoxlc: Masz bardzo ciawego bloga. Zapraszam do mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przyjemnie czasami uświadomić sobie, że jednak na coś nas stać i coś nam się udało ... ;) Mój mały, wielki sukces <3
 

 
"Daj mi sił, bym mogła z tobą być i zapomnieć, że
próbujesz zmienić mnie. Wiesz, że widzę cię nie pierwszy raz. Wiem, jak rozpoznać, kiedy pryska czar, więc nie pozwolę ci oddalić się."
  • awatar Dusieeek ♥: Genialne. ♥
  • awatar mnbvx: Zapraszam do mnie ;) Jestem nową blogerką pisząca blog o MODZIE I FOTOGRAFI :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Miało być pięknie, a w rzeczywistości przyszłość mnie przeraża, teraźniejszość niszczy, a przeszłość jak zawsze powraca w najtrudniejszych chwilach zwątpienia ...
 

 
Nie mając nic, prócz kilku beznadziejnych marzeń, toniemy w bezsilności i tęsknocie za czymś pięknym i niepowtarzalnym. Żyjąc w przekonaniu, że kiedyś będzie lepiej, tkwimy w martwym punkcie, zatrzymani przez paranoiczny lęk przed odtrąceniem. Wszystko jest jedną, wielką fikcją. Gdy osiągamy złudne szczęście zaczynamy doceniać dawne zmartwienia i te niewyobrażalnie bolesne noce bez snu. Każda piosenka, która kiedyś wywoływała niekontrolowany płacz, przesłuchana po latach w chwilach słabości przenosi nas z powrotem to dawnych czasów, kiedy byliśmy w chorej przestrzeni. Przyznaję teraz przed samą sobą... Kiedyś było bezapelacyjnie lepiej. Nieliczne grono przyjaciół, którzy byli zawsze. Ciche marzenia, miliony planów, wyimaginowane obrazy w mej głowie, które dawały mi niebotyczne szczęście. Być może to dziwne ... Bo niby jak można czuć się szczęśliwym dzięki samym marzeniom ? Można! Bo niezłomna wiara w spełnienie, pozwalała żyć temu płomykowi nadziei, który tlił się we mnie każdego dnia. J**a "przyszłość" i rzeczywistość zagasiła go z premedytacją, nie pytając, czy tego chcę. Paraliżujący masochizm umysłu był dla mnie w pewnym stopniu ukojeniem. Niepojęte... A jednak. Każda urojona myśl, była po coś. Życie miało sens, bo żyłam, by osiągnąć swój cel. Cel nierealny, ale zawsze cel, dzięki któremu każdy postęp, drobny gest i krok na przód dawał mi nieziemską radość. Wszystko było inne. Nie było tak infantylne i przyziemne, jak teraz. Od pewnego czasu już nie mam marzeń. Z zewnątrz wydawać by się mogło, że nie marzę, bo mam już wszystko... A tak naprawdę nie mam już złudnych nadziei. Nie mam już tej dawnej energii i młodzieńczej naiwności... Ale tęsknię za tym cholernie, bo to co mam teraz nie jest tym, o czym marzyłam jeszcze dwa lata temu. Rzeczywistość dobitnie uświadomiła mi, że biorąc od losu "zaślepki" na luki w sercu i duszy, prędzej czy później zaczniemy żałować.
 

 
... <3
 

 
Nieprzytomnie ufam, że będzie dobrze. Łudzę się, że wszystko się uda, bo przecież fatum i pech nie może trwać aż tak długo...


Także żyjemy, bawimy się, cieszymy ... Radio nie kłamie. Everything's gonna be alright !
 

 
Nie dożyję. A nawet jeśli dożyję, to skonam po pierwszym dniu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jeszcze 5 lat temu wierzyłam, że każde marzenie może być rzeczywistością. Po dwóch latach z dystansem podchodziłam do sfery wyimaginowanej, ale mimo wszystko ufałam, że te wszystkie piękne pragnienia chociaż po części się spełnią... Bo jakżeby inaczej. Dziś już nie marzę. Nie pragnę, bo i tak wszystko okazuje się jednym wielkim kłamstwem. Właściwie, to nie dowierzam, że nadal przeżywam ten bolesny fakt. Bo niby warto śnić i czekać na spełnienie? Prędzej, czy później nawet spełnione marzenia zaczną Cię niszczyć ...
 

 
Katastrofalne uczucie. Każdy wydaje się lepszy. Tak właściwie, to każdy JEST lepszy. Robiąc rachunek tych wszystkich godzin, dni, lat wychodzimy z założenia, że tak naprawdę nie mamy nic. Nic, co mogłoby być na stałe. Każdy dzień jest niepewny. Poranek jest katorgą. Wstajesz tylko po to, by znów uświadomić sobie, że Twoje życie jest beznadziejne. Otaczają Cię ludzie, którzy wprost nie powiedzą Ci prawdy, ale każdym spojrzeniem i gestem dają Ci do zrozumienia, że jesteś tylko marną, szarą jednostką. Skoro jesteśmy potrzebni większości z nich tylko na chwilę, to po co dajemy z siebie tak wiele, aby zadowalać ich i spełniać oczekiwania? Gdy dajesz z siebie wszystko dla innych, na końcu i tak dostajesz kopa w dupę, ale jeśli egoistycznie zaczynasz myśleć o samym sobie i sprzeciwiasz się, jesteś najgorszy, bo odważyłeś się powiedzieć NIE. Prosisz o coś... Jak śmiesz prosić. Ktoś prosi Ciebie... Musisz to spełnić, bo w końcu niewolno odmawiać. Najlepiej uśmiechaj się, nie odzywaj nieproszony, odgrywaj pseudo szczęście, żeby tylko nikt nie zauważył, że coś Ci jest i z czymś sobie nie radzisz. Wszyscy dookoła mogą mieć gorsze dni... Ty nigdy! Desperacko modlę się to, by powitać nowy dzień bez żadnych zmartwień i lęków. Tymczasem idę znów tłamsić w sobie wszystko to, co mnie irytuje, trapi i wyniszcza... W końcu nie mam prawa do nerwów, słabości i sprzeciwów...
 

 
Mówisz. Masz. Chcesz? Proszę bardzo. Źle? Przepraszam. Tak? Super. Nie? Okej ... No ja pierdole!
 

 
Słońce, słońce ... <3 Jebać wszystkich debili i zasrane 19 ! Żyję i mam się świetnie na złość tym wszystkim hieną !
 

 
Nienawidzę weekendów bez mojego "tlenu" ... Nienawidzę każdej chwili bez Niego. Bezapelacyjnie!
 

 
"coraz częściej jest mi wszystko jedno i milczę coraz częściej..."
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Obecność sama teraz nie wystarczy szczęściu mojemu...